O wszystkim (Reklama: Prezentacje maturalne ,tworzenie stron )
Skoczyłem jak głupi na nogi, by przyjrzeć się temu, co nastąpi. Natychmiast jednak zostałem powalony przez pęd powietrza rozbijanego śmigłami maszyny. Podmuch odrzucił mnie na dobre dziesięć metrów. Wstrzymałem oddech. Silniki ucichły. Zamilkły wszystkie cztery. Jednocześnie. Mogło to oznaczać tylko jedno: samolot dotknął lodu. Oczekiwałem drżenia lodowca, ale ten wstrząs przewyższył wszystko, co mogłem sobie wyobrazić. Przeniesiony lodem, sprawił, że cały drżałem. W jednej chwili pojąłem, że nie było to normalne lądowanie. Nie było to również lądowanie „na brzuchu”, ze schowanym podwoziem. Pilot prawdopodobnie źle obliczył wysokość. Zbyt szybko obniżył maszynę. Musiała ulec katastrofie; być może przełamała się. Myliłem się jednak. Wyciągnięty na zlodowaciałym śniegu, z uchem przytkniętym do lodu odczuwałem wyraźnie ciągłe drżenie, które mogło pochodzić tylko z ocierania się kadłuba samolotu o lód, ze żłobienia w nim potężnego rowu. Jak długo to trwało? Nie umiem powiedzieć. Sześć sekund, może osiem. Nagle znów zakołysała się ziemia; tym razem wstrząs był silniejszy niż poprzednio. Usłyszałem wyraźnie odgłos uderzenia wielkiego statku powietrznego o jakąś przeszkodę i huk pękającego metalu. I znów cisza, cisza głęboka, nieruchoma, niepokojąca.

